Austria, czyli… małe początki.

Lata mijały, a mnie coraz bardziej ciągnęło w świat. Przeglądałam przewodniki, strony o podróżach, czytałam blogi w tej tematyce. Aż nadszedł kwiecień 2012 i… Poznałam chłopaka, który podróżował jedynie autostopem, co niesamowicie mi się spodobało. Po pierwszej randce pojechaliśmy stopem do Olkusza o godzinie 21:14. O autostopie rozmawialiśmy bardzo dużo i nagle zaproponował żebym na długi weekend majowy przyjechała do Portoroz (Słowenia), gdzie był na Erazmusie. Zastanawiałam się dosłownie 5 minut i szybko zarezerwowałam PolskiegoBusa z Katowic. W ten oto sposób 30 kwietnia 2012 roku wyjechałam z Katowic w godzinach popołudniowych do Wiednia. Już w autobusie trafiłam na miłego chłopaka, z którym przegadałam całą podróż i do dzisiaj mamy kontakt. Około godziny 20:00 byłam już w stolicy Austrii i… Przeżyłam pierwszy szok, bo Włóczykija nigdzie nie było. Zestresowana próbowałam do niego dzwonić, ale nie obierał i w głowie już tworzyłam plan awaryjnego powrotu do Polski. Jednak po 20 minutach przybiegł na dworzec bardzo przepraszając na spóźnienie, a ja odetchnęłam. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do Belwederu.

Obrazek

Gdy po kilkunastu minutach chcieliśmy wyjść to okazało się, że strażnik nas zamknął. Moja reakcja? Wybuchnęłam śmiechem. Usiadłam na schodkach i po prostu się śmiałam, bo nie takiego początku moich podróży się spodziewałam. Po chwili jednak uspokoiłam się i odnaleźliśmy owego Pana prosząc żeby nas wypuścił. Żartował, że nie jesteśmy pierwszą parą, która chciała zostać na noc pośród pięknych ogrodów.

Obrazek

 

Po zostawieniu rzeczy w hostelu ruszyliśmy na nocny spacer po Wiedniu. Co kilka metrów słyszeliśmy ojczysty język, a te wszystkie piękne budynki budziły mój zachwyt. Jak małe dziecko cieszyłam się z tych wszystkich miejsc, które miałam w końcu okazję zobaczyć na własne oczy, a nie tylko na fotografiach obcych ludzi bądź znajomych. Właśnie tamtego wieczoru Wiedeń stał się miastem, które darzę ogromnym sentymentem. W parku przy Rathausie Włóczykij spytał, czy zostanę jego dziewczyną. Zapach bzu. Fontanna. Pyszne wino pite z plastikowych kubeczków. Muzyka ulicznego grajka. Magia Wiednia.

Obrazek

Reklamy

Mniejsze wyprawy, czyli Beskid Wyspowy i Pieniny

Lata mijały, a ja powoli szukałam swojej własnej drogi w życiu. Jeździłam na klasowe wycieczki, ewentualnie razem z przyjaciółkami na rowerach zwiedzałyśmy okoliczne miejscowości, bo na nic więcej nie miałyśmy czasu oraz… Pieniędzy. Chciałam czegoś więcej, ale żadna z moich towarzyszek nie była gotowa na większą wyprawę twierdząc, że jest to zbyt ryzykowne. A mnie ryzyko pociągało od zawsze. Taka byłam – lubiłam adrenalinę. Jako jedyna bawiłam się z grupką chłopaków w ASG (ang. Air Soft Gun), zostałam strażakiem, zaczęłam jeździć do akcji, trenować młodzików i udzielać się w miejscowości, z której pochodzę. W każdą niedzielę wspólnie z rodzinką ruszaliśmy w nasze miejscowe górki i wypoczywaliśmy na łonie natury. To były jedne z najpiękniejszych chwil w moim nastoletnim życiu – zieleń drzew i traw, przytulne zagajniki, śpiew ptaków i ludzie dzięki którym te momenty stawały się wyjątkowe. 

Obrazek

 

W 2009 roku, po maturze i chwilach, gdy straciłam Tatę i Przyjaciela, razem z przyjaciółką wpadłyśmy na pomysł, że wybierzemy się w Pieniny. Decyzję podjęłyśmy w piątek w nocy, a już w sobotę o 7:00 w czwórkę siedzieliśmy w samochodzie szykując się do wycieczki. Naszym celem było zdobycie Wysokiej – najwyższego szczytu w Pieninach mającego 1050 m n.p.m. Jak założyłyśmy, tak też zrobiłyśmy. W godzinach południowych szczęśliwi podziwialiśmy panoramę. A ja, po raz pierwszy od kilku miesięcy uśmiechnęłam się szczerze wierząc, że teraz już wszystko się uda. Czułam się tak, jakbym zdobyła wszystko stojąc na tym szczycie. 

Obrazek

 

Od tego momentu w moim życiu zaczęło się powoli układać, a ja sama każdego dnia pokonywałam kolejne etapy prowadzące do momentu, w którym jestem w chwili obecnej. 

Pierwszy autostop z… Mamą.

Każdy autostopowicz doskonale pamięta swojego pierwszego stopa.

Gdy zamykam oczy widzę młodą kobietę z plecakiem i szerokim uśmiechem, która trzyma za rękę 5-letnią córeczkę. Patrzy na swoje dziecko z takim ogromem miłości z jakim patrzeć potrafi jedynie matka. Wystawia kciuk i mocniej chwyta dziewczynkę, która nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że za 17 lat sama zacznie podróżować w ten sposób. Przejeżdżający obok samochód się zatrzymuje. Kobieta razem z dzieckiem wsiada do środka przyglądając się uważnie kierowcy. Cały czas mocno przytula do siebie kilkulatkę, a ta zaczyna zadawać kierowcy milion pytań. Ruszają w krótką, bo tylko 36 kilometrową podróż.

Tak, tą 5-latką byłam ja, a kobietą, która łapała stopa była moja Mama. Wspaniała osoba, która nauczyła mnie, że w życiu trzeba być odważnym i umieć stawiać czoła problemom. Pamiętam, że gdy wróciłam z mojej pierwszej zagranicznej wyprawy i przyznałam, że wiele kilometrów pokonałam autostopem to zrobiła mi naprawdę długie kazanie o nieodpowiedzialności, zagrożeniach jakie na mnie czyhają i o ryzyku jakie sama na siebie ściągam. Patrzyła na mnie z taką samą troską jak wtedy, gdy byłam dzieckiem i trzymała mnie mocno za rękę. Nawet argumentacja o tym, że sama jeździła w ten sposób nie pomogła. I dopiero wtedy zrozumiałam, że dla niej zawsze będę małą dziewczynką, którą musi chronić przed całym światem. Trochę zajęło jej nim zrozumiała, że taki rodzaj podróży wybrałam w swoim życiu. Teraz, gdy wracam z jakiejś wyprawy siada ze mną przed laptopem i przegląda zdjęcia słuchając moich opowieści. Wciąż powtarza, że ona aż tak nie ryzykowała, ale nie blokuje mnie. Wspiera mnie, gdy pakuję plecak żeby po raz kolejny wyjechać. Modli się za mnie codziennie. Prosi o wiadomości rano i wieczorem. A ja… Jak na dobrą córkę autostopowiczki przystało wysyłam jej SMS-y z krótką informacją z każdego dnia podróży.

Bo ważne jest jednak to żeby mieć wsparcie w rodzinie, gdy wybiera się taki sposób odkrywania świata. Ja takie mam, a Kobieta, która mi je codziennie okazuje jest najwspanialszą Istotą jaka żyje na tym świecie. Dlaczego tak zaczęłam mojego bloga? Bo chcę go dedykować mojej Mamie – kobiecie, która od najmłodszych lat pomagała mi odkrywać piękno otaczającego mnie świata.

A trampki? Miałam je na nogach od zawsze 😀

Obrazek