Bałtyk, czyli… pierwszy raz nad polskim morzem.

Nadszedł sierpień, a nas dalej nosiło. Nie potrafiliśmy usiedzieć w miejscu, więc gdy tylko okazało się, że mamy wolne siedem dni postanowiliśmy ponownie się spakować i wyruszyć nad polskie morze. Miałam po raz pierwszy zobaczyć nasz Bałtyk, bo jakoś nigdy nie było mi po drodze. Tym razem jednak, jako środek transportu wybraliśmy polskie koleje. Z ogromnymi, jak to zwykle u nas bywa, plecakami po północy wyruszyliśmy z Dworca w Krakowie. Po drodze nie obeszło się bez małych kłopotów, bo tuż przed wyjazdem skradziono moją legitymację, a jak się okazało konduktorzy nie akceptowali zaświadczenia z uczelni, że jestem studentką, ale udało się pokonać trasę Kraków – Toruń, gdzie mieliśmy pierwszy przystanek bez mandatu.

Toruń. Miasto przywitało nas pochmurnym niebem i kroplami deszczu padającymi na naszą twarz, ale to nam nie przeszkodziło w zwiedzaniu. Obowiązkowo zaopatrzyliśmy się w toruńskie pierniki, zjedliśmy pyszną zapiekankę na rynku i poprzytulaliśmy się do żabek na fontannie i do staromiejskiego osiołka.

 

Toruń 3

Wzmocnieni też kawą z Dworca, ponownie pociągiem, pojechaliśmy do Gdańska, gdzie w akademiku na Wrzeszczu mieliśmy nocleg. Dzięki temu mogliśmy zostawić nasze plecaki i ruszyć na plażę mimo, że pogoda nie była zbyt optymistyczna. Nie mogłam się jednak doczekać kiedy po raz pierwszy zobaczę Bałtyk, bo Adriatyk już widziałam. Jaka była moja reakcja? Hmmm… Byłam zachwycona!

Morze 5

 

Szum morza, powiew wiatru, słoneczko, które pojawiło się na niebie, Włóczykij robiący śmieszne miny i ludzie puszczający latawce. Szczęśliwa siedziałam i przyglądałam się temu wszystkiemu jak małe dziecko. Na następny dzień w dobrych humorach ruszyliśmy na spacer po Gdańsku. Piękne kamienice. Fontanna Neptuna. Żuraw. Muzeum. Jarmark Dominikański. Byłam w raju. 

DSC02565

Pomimo zaledwie 18*C i zimnego wiatru wybraliśmy się do Sopotu. Zaskoczeniem dla mnie było, że nie można zakupić biletów ulgowych na molo, ponieważ „jesteśmy za starzy”, jak poinformowała mnie kobieta siedząca w kasie. Ale być w Sopocie, a nie być na molo? To nie wchodziło w grę. Siedząc na ławeczkach mogłam spokojnie przyglądać się mijającym mnie ludziom. Tutaj zakochana para. Tu jakieś wołające rodziców dziecko. A gdzieś tam dalej para staruszków wpatrująca się w siebie z miłością. Jednak jak dla mnie było tu wszędzie trochę za spokojnie. Cóż, zawsze lubiłam ruch i kochała aktywne formy spędzania wolnego czasu. 

Kolejnym etapem była Gdynia. Zwiedzanie. Robienie zdjęć. Mieliśmy w planie wyruszyć na Hel, ale kolejka do kasy biletowej była tak długa, że prom odpłynął bez nas. Wieczorem spacerowaliśmy po Parku Oliwskim. Jedliśmy rybkę i żartowaliśmy wesoło. 

Gdańsk 9

 

Było pięknie, ale jednak… Wolę małe miasteczka i góry 🙂